Jak zwykle pogoda nie rozpieszczała nas. Jak na początek lata to chyba przesada. Kabriolety zostały w garażach i pewnie też z tego powodu tak nieliczni uczestnicy dotarli na punkt zbiórki w Kryspinowie. A było fajnie i, jak to tygrysy mówią, czym gorzej (czym gorsza pogoda) tym lepiej.
Imprezę rozpoczął rekonesans pojazdów na Torze w Kryspinowie. Uczestnicy mogli sprawdzić jak bolidy zachowują się podczas manewrów, nie koniecznie skoordynowanych, a czasem nawet dość przypadkowych. Mogli poczuć zapowiedź dalszego, off-road’owego zwiedzania Twierdzy Kraków.
Wstępnie przygotowanym do trasy uczestnikom przedstawili sie organizatorzy iprzewodnicy. Tu chylę czoła naszym Asom - Przewodnikom, za wiedze i wszechstronność tematyczną omawianego okresu: Jerzemu i Dominikowi.
Czas nas nie rozpieszczał, generalnie ostro napięty program aby jak najwięcej tematu pochłonąć. Dla pasjonatów to prawdziwy skarb - poznanie Twierdzy Kraków.
Leje dalej, dach nad głową, szyber dach nie przecieka więc jest dobrze. W każdym razie pelerynka i kapelusz ze skóry w pogotowiu, co by się nie martwic o mokre ciuchy.
.jpg)
Przelot autostradą, po drodze dla mniej drapieżnych tygrysków pierwsze schodki ale Pati czuwał z linką kinetyczna, poradziliśmy. Kolejno postój przed odcinkiem off-road na formowanie kolumny tak, żeby wszyscy uczestnicy mogli sobie pomagać w opresjach off-road’owych.
Potem już spokojny przelot asfaltem do pierwszego naszego założonego na trasie obiektu: Fort Łapianka. Tam wstęp do całego obiektu. Dalej przejazd asfaltami do Fortu Rajsko – prawdziwa perełka na szlaku. Było gdzie pochodzić. Przewodnicy zrobili nam prawdziwy OS pieszy, tzw. off-road po Forcie. Było warto, same perełki. Prawdziwa toaleta CK w dobrym stanie, jak na szmat czasu który upłynął, nawet kolejka ustawiła się do zdjęć. Ja chcę zdjęcie na zydelku. Ja i ja normalnie nie normalne. Przewodnik Dominik szokująco wspaniale przygotowany. Szkice, mapy, zdjęcia z tamtego okresu fortyfikacji i kolejnych lat. Wspaniały przekrój historii prawie dotknięty. Pogoda uchyliła skrawka nieba z którego nie pada deszcz więc całkiem przyjemnie się czujemy brodząc w błocie i zaroślach metrowego zielska. Odpalamy maszyny i ruszamy w dalszą cześć trasy na Fort Prokocim. Tam jak na melinie. Nic dodać, nic ująć.


Trochę off-roadu niezła gimnastyka miedzy koleinami wszyscy dają radę z większymi lub mniejszymi wygibasami. Wjeżdżamy na Wzgórze Kaim - punkt widokowy. Biały obelisk z tamtego okresu. Tam pięknie przedstawiony nam szkic sytuacyjny Twierdzy i jaj znaczenia militarnego oraz siły militarnej tamtego okresu. Dalej przejazd off-roadowy do ostatniego punktu dzisiejszego dnia: Fortu Lasówka. Tam zrobiło się ciemno od komarów. Do użycia poszły wszystkie dostępne środki przeciwko komarom. Trochę spokoju, burczy w brzuchu, toż to pora obiadokolacji. Przejazd do Cateringu Tradycja na wyśmienite piersi z kurczaka, a potem na ognisko do Centrum Rekreacji Aktywnej i jak to określono (i nie tylko...).

Dzień drugi.
Poranek był deszczowy, co zdecydowanie nie poprawiło nastrojów. Zostały same tygrysy i walka zaczęła się od początku. trzeba było ostro zaczepiać pazury, ślizgawica. Jedziemy na Fort Łysą Górę. Przyklejone do niego osiedle Pawlaków ledwo da się przejechać. Wyjeżdżamy na pobliskie wzgórze, gdzie widać wszystkie lokalizacje Fortyfikacji od strony wschodniej … jak na dłoni. Dalej przejazd na Fort Sudoł, tam tygrysy maja do pokonania hopę. Przechodzą wszyscy jak po maśle, aż niesamowite. Po drodze zwiedzamy schron amunicyjny i kolejno Fort Mistrzejowice, gdzie widać tylko pozostałości resztki murów. Dla koneserów przekrój fortu. Dalej przejazd trawersami i jądrem ziemi do Fortu Krzesławice. Fort ten jest zagospodarowany, dobrze zachowany. W typie Fortów artyleryjskich. Dzięki życzliwości kierownictwa mogliśmy zwiedzić go w całości ze szczegółami. Aż oko cieszy taki stan budowli. W okolicy znajduje się cmentarz i pomnik Polaków rozstrzelanych podczas okupacji hitlerowskiej. Przejazd na obiad. Korzystając z chwili pod zadaszeniem rozdajemy certyfikaty i z pełnymi żołądkami można dalej chłonąć wiedzę. Przejazd do Fortu Grębałów, gdzie znajduje się stadnina konna i nieźle zachowany fort. Pogoda nie rozpieszcza i ostre błocko dookoła. Pakujemy się w samochody i jedziemy na ostatni punkt naszej imprezy: Kopiec Wandy. Dawniej były tam wały fortu, a dziś jest punkt widokowy. Tam właśnie kończymy nasza imprezę przy lekkim przejaśnieniu. Dziękujemy naszym Przewodnikom i uczestnikom. Doskonale zdali egzamin. Kolejny punkt wybory!
Przedstawił Mario